Wczoraj zarzuciłem sobie "Shutter".Około 22.00,w domu już wszyscy śpią,słuchawki na uszach,podkręciłem na całkiem głośno.Ja pie**olę!Przy tym można pierdolca dostać!Nie pamiętam kiedy ostatni raz się bałem przy filmie (hmmm...w sumie chyba nigdy

).Gdy zostało jakieś 20 min. do konca to wyłączyłem (jak uciekali samochodem przed tym duchem a potem pojawił się on przed nimi) to w pizdu bo bym nerwicy dostał.Może dziś dokończę.
Ok,obejrzałem cały.Cięzko,oj ciężko.Końcówka zamiata,wymaita,tzn.fajna jest.
BTW. zawsze z kumplami rozkminialiśmy,że jak w takich filmach jak ten,zjawa czy duch powoli sunie do głównego bohatera to heros ten zamiast się trząść i panikować,zebrałby się w sobie podszedł do poczwary i zajebał kopa w pysk

(szczególnie w momencie gdy ta powolutku sunie po ziemi).
Aha i pytanie.Jak się nazywał ten film.japoński horror (nie "Ring") z tym dzieciakiem?Była tam taka akcja,że ten bachor pojawił się pannie pod kołdrą.Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć.