07-26-2006, 12:16 PM
Choćbym nie wiem jak ich kochał, a kocham nad życie, widać już postepujący wiek średni. Nie ocenia sie zespołu po teledyskach, ale "Tell Me Baby" to beznadzieja !! Dani California jeszcze mozna przetrawić ale Tell Me Baby to wiocha. O co niby kurwa chodzi w tym teledysku? Czy on miał być śmieszny? a może fajny? nie wiem. nie jest ani taki, ani taki. W dodatku totalnie wtórny i nieorginalny.
Kocham muze RHCP bo to moje życie, ale jak widze ten teledysk to mi sie na wymioty zbiera. Jest totalnie głupi. Tym bardziej mnie drażni, bo RHCP zawsze słynęli z fajnych i pomyslowych teledysków. Nawet te najstarsze pierwsze teledyski mimo iż cholernie niskobudżetowe i niezbyt inteligentne, miały chociaż klimat i były nawet zabawne. Może się czepiam, ale wkurza mnie to. Tak jakby RHCP na siłe szukali nowych fanów, wśród zwolenników tandetnej muzy. Nie podoba mi się też kierunek w którym zmierza Fru. Nie żebym chciał żeby znowu ćpał (choć wtedy tworzył najciekawsze i niezwykłe rzeczy) ale koleś zaczyna sie gubić w progresywnym przynudzaniu w stylu mars volta i pogrąża się w fascynacji elektroniką.
Dobrze opisuje to Bartek Koziczyński w aktualnym (lipcowym) Teraz Rock`u w recenzji koncertu z Berlina. Wtedy to publika stała jak wryta, bo na koniec koncertu zamiast jakiś czadowy kawałem na koniec, Fru, Flea i jakiś elektroniczny muzyk z niemiec zaserwowali jakiś kilkunastominutowy dziwaczny elektro-jam...
A przecież Fru miał to do siebie, że kilusekundową solówką wywoływał większe emocje niż dream theater w swoich 20 minutowych smutach
Kocham muze RHCP bo to moje życie, ale jak widze ten teledysk to mi sie na wymioty zbiera. Jest totalnie głupi. Tym bardziej mnie drażni, bo RHCP zawsze słynęli z fajnych i pomyslowych teledysków. Nawet te najstarsze pierwsze teledyski mimo iż cholernie niskobudżetowe i niezbyt inteligentne, miały chociaż klimat i były nawet zabawne. Może się czepiam, ale wkurza mnie to. Tak jakby RHCP na siłe szukali nowych fanów, wśród zwolenników tandetnej muzy. Nie podoba mi się też kierunek w którym zmierza Fru. Nie żebym chciał żeby znowu ćpał (choć wtedy tworzył najciekawsze i niezwykłe rzeczy) ale koleś zaczyna sie gubić w progresywnym przynudzaniu w stylu mars volta i pogrąża się w fascynacji elektroniką.
Dobrze opisuje to Bartek Koziczyński w aktualnym (lipcowym) Teraz Rock`u w recenzji koncertu z Berlina. Wtedy to publika stała jak wryta, bo na koniec koncertu zamiast jakiś czadowy kawałem na koniec, Fru, Flea i jakiś elektroniczny muzyk z niemiec zaserwowali jakiś kilkunastominutowy dziwaczny elektro-jam...
A przecież Fru miał to do siebie, że kilusekundową solówką wywoływał większe emocje niż dream theater w swoich 20 minutowych smutach
BLOOD SUGAR SEX MAGIK - the best thing since bread came sliced

