06-25-2006, 04:03 PM
Ja niestety mnie dałem rady przyjechać, ale patrząc na setlistę aż tak nie żałuję bo nie widze nic ze starego Marillionu z czasów Fisha, a choćby na jeden, dwa utwory liczyłem. Taki Fish jak był w Polsce w drugiej połowie lat 90-tych (m.in. o dziwo w moim Rzeszówku) to obok swoich solowych numerów strzelił np. Assasingiem czy Kayleigh i trafił mnie tym prosto w serce. A z nowych kawałków nie zagrali najlepszego moim zdaniem utworu z ery Hogartha - Invisible Man - szkoda....

