05-10-2006, 03:40 PM
Mnie wkur***** ludzie, którzy jadą po wszystkim co nie jest śpiewane growlem i nie jest prosto zaśpiewane. Jeśli o to chodzi, to nawet wolę jak ktoś śpiewa jakby mu urwali yaya, niż jakby całe życie miał zatwardzenie i nie mógł przez to z tych yay korzystać. To jest pieprzenie "pseudo" tru. Od IM praktycznie zaczynałem tak na serio, nadal ich szanuję i czasem kupuję
. Nie zatrzymałem się na nich, ale czasem posłucham (ostatnio Piece of Mind). Pana Blaze uważam za porażkę, nie jako wokaliste, ale jako człowieka, który do tego zespołu zwyczajnie nie pasował. Po prostu nie wszystko można zastąpić sentymentalnym "chrumkaniem", albo kopiowanym ryczeniem (to tak jakby komuś się nie podobał Warren, tam nie pasuje żaden inny wokal). W IM na początku najbardziej zauroczyło mnie melodyjne granie, po roku kupiłem "Live After Death" i już poczułem, że to mój ulubiony zespół
. Gdybym nie spotkał IM, prawdopodobnie utopiłbym się w NU, albo jakimś czymś z końcówką "core". Dzisiaj nie znoszę wrzasku chłopców z niedokończoną mutacją. Plucie na IM jest bezsensowne.
. Nie zatrzymałem się na nich, ale czasem posłucham (ostatnio Piece of Mind). Pana Blaze uważam za porażkę, nie jako wokaliste, ale jako człowieka, który do tego zespołu zwyczajnie nie pasował. Po prostu nie wszystko można zastąpić sentymentalnym "chrumkaniem", albo kopiowanym ryczeniem (to tak jakby komuś się nie podobał Warren, tam nie pasuje żaden inny wokal). W IM na początku najbardziej zauroczyło mnie melodyjne granie, po roku kupiłem "Live After Death" i już poczułem, że to mój ulubiony zespół
. Gdybym nie spotkał IM, prawdopodobnie utopiłbym się w NU, albo jakimś czymś z końcówką "core". Dzisiaj nie znoszę wrzasku chłopców z niedokończoną mutacją. Plucie na IM jest bezsensowne.

