09-18-2004, 10:06 PM
Był sobie Edek. Edek pracował na budowie już rok. Pewnego dnia na budowę przyjeżdża Wałęsa. Pierwsze co robi to podchodzi do Edka i się z nim wita. Wałęsa odjeżdża a kierownik się pyta: Edek ty znasz Wałęsę? A Edek: no zna się. Po jakimś czasie na wizytację przyjeżdża Clinton i pierwsze co robi to wita się z Edkiem. Po wizytacji kierownik podchodzi do Edka i mówi: Edek no wiesz Wałęsa - no jeszcze rozumiem, ale Clinton? a Edek niewzruszony mówi: A poznało się. I kierownik dalej ciągnie: Edek w takim razie mam do ciebie sprawę. Jak znasz Wałęsę i Clintona to może i znasz Papieża? Edek:Janka - no pewno, że znam. Kierownik:To może załatwiłbyś mi rozwód kościelny? Edek: Nie obiecuję, ale musimy jechać do Watykanu. Na miejscu Edek mówi: Ty tu zostań na placu i czekaj. Jak wyjdę z nim na balkon to sprawa załatwiona, a jak nie to trudno. No i kierownik czeka 1h,2h i po3h Edek wychodzi z papieżem na balkon. Edek patrzy a kierownik zemdlał. Zbiega na dół, cuci go i pyta się co się stało a kierownik mówi: Wiesz co, ja mogę zrozumieć Wałęsę, mogę nawet zrozumieć Clintona, ale jak podeszła do mnie grupa 200 Chińczyków i pyta się kto stoi z Edkiem na balkonie to nie wytrzymałem.

