04-16-2006, 04:56 PM
Na poczatek przygody z PF chyba jednak najlepiej można polecić Dark Side Of The Moon lub The Wall z uwagi na rozmach. Ewentualnie Wish You Were Here, z racji na melodyjność. Animals jest chyba zbyt trudna, podobnie jak wczesniejsze, jakże wspaniałe płyty (Ummagumma, Meddle, Atrom Heart Mother oraz pierwsze dwie). Natomiast Final Cut, watersowskie projekty (głównie 3 płyty: The Pros & Cons..., Radio KAOS i Amused...) oraz Floydzi ery Gilmoura zostawiłbym na koniec jako słuszne dopełnienie plytoteki.
PS. Naprawdę zachęcam wszystkich floydowców do posłuchania (starszych z lat 70-tych) płyt zespołu Eloy. Nazywani byli "niemieckimi Floydami" i do dziś ludzie z wielu krajów wracają do ich muzyki równie chętnie co do PF. Oczywiście spiewają po angielsku
Ja aktualnie delektuję się przez cale Święta plytką z 1977 roku "Ocean" muzycznie zblizona do Animals, zaś klimatem jak i tematyką do Tales From Topographic Oceans Yesów. Ostrzegam: mnie wciągnęło
PS. Naprawdę zachęcam wszystkich floydowców do posłuchania (starszych z lat 70-tych) płyt zespołu Eloy. Nazywani byli "niemieckimi Floydami" i do dziś ludzie z wielu krajów wracają do ich muzyki równie chętnie co do PF. Oczywiście spiewają po angielsku
Ja aktualnie delektuję się przez cale Święta plytką z 1977 roku "Ocean" muzycznie zblizona do Animals, zaś klimatem jak i tematyką do Tales From Topographic Oceans Yesów. Ostrzegam: mnie wciągnęło

