04-01-2006, 12:16 PM
Ozza solowego lubię znacznie bardziej niż BS. Może dlatego, że przez jego skład przewijali się lepsi IMO muzycy. Wylde \m/, Rhoads, czy Lee zjadali Iommiego dosłownie jednym riffem.
Ulubione albumy:
- Ozzmosis - nietypowy i bardzo osobisty dla Ozzmana. Zawiera riffy i solówki, które urwały mi łeb przy samym tyłku (My Jekyll..., Tomorrow, Denial), oraz ballady, przy których nieraz zwyczajnie ryczałem (Aimee, Old L.A. Tonight).
- Bark At The Moon - mocna dawka porządnego heavy rocka. Szczególnie przypadł mi do gustu utwór tytułowy: prawdziwy metalowy ogień. No i pomimo, że nie lubię zbytnio klawiszy w rocku, Osbourne w takich kawałkach, jak You're No Different udowadnia, że on naprawdę wie, jak je wykorzystać, by było ładnie i klimatycznie, a niezbyt słodko.
- No More Tears - również album genialny pod wieloma względami. Miażdzy utwór tytułowy, czy choćby takie perełki, jak Mr. Tinkertrain (pozytywka, rozmowa w przedszkolu, i nagle agresywne wejście Zakka).
Ozzy'ego mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Stężenie dobrego, rzetelnego metalu i artyzmu oscyluje u niego zwykle ok. 90-100%
Ulubione albumy:
- Ozzmosis - nietypowy i bardzo osobisty dla Ozzmana. Zawiera riffy i solówki, które urwały mi łeb przy samym tyłku (My Jekyll..., Tomorrow, Denial), oraz ballady, przy których nieraz zwyczajnie ryczałem (Aimee, Old L.A. Tonight).
- Bark At The Moon - mocna dawka porządnego heavy rocka. Szczególnie przypadł mi do gustu utwór tytułowy: prawdziwy metalowy ogień. No i pomimo, że nie lubię zbytnio klawiszy w rocku, Osbourne w takich kawałkach, jak You're No Different udowadnia, że on naprawdę wie, jak je wykorzystać, by było ładnie i klimatycznie, a niezbyt słodko.
- No More Tears - również album genialny pod wieloma względami. Miażdzy utwór tytułowy, czy choćby takie perełki, jak Mr. Tinkertrain (pozytywka, rozmowa w przedszkolu, i nagle agresywne wejście Zakka).
Ozzy'ego mogę z czystym sumieniem polecić każdemu. Stężenie dobrego, rzetelnego metalu i artyzmu oscyluje u niego zwykle ok. 90-100%

