03-19-2006, 11:50 PM
Kiedy trawy pokrywały rozległe połoniny, Wielki Mistrz Kim-Lan lubił przechadzać się wśród nich kontemplując doskonałość świata. Pewnego dnia posłyszał gdzieś w gęstwinie odgłosy szamotaniny. Wnet ujrzał też zająca, który miotał się bezsilnie w sidłach. Zadumał się tedy Kim-Lan nad tym, co zobaczył i usiadł na pobliskim kamieniu, by ułożyć wiersz odpowiedni do sytuacji.
"Sidła zieleni trzymają moją duszę"... - począł deklamować, lecz nie mógł znaleźć trzeciego wersu.
Naraz zjawił się przed Mistrzem młody chłopiec, który uspokoiwszy przerażonego zająca, uwolnił go z pułapki.
- No i haiku chvj strzelił - zasmucił się Kim-Lan
"Sidła zieleni trzymają moją duszę"... - począł deklamować, lecz nie mógł znaleźć trzeciego wersu.
Naraz zjawił się przed Mistrzem młody chłopiec, który uspokoiwszy przerażonego zająca, uwolnił go z pułapki.
- No i haiku chvj strzelił - zasmucił się Kim-Lan

