02-26-2006, 06:45 PM
Pink Floyd - zdecydowanie. I nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że nigdy nie byli do końca progresywni. Oczywiście "The Wall" czy "The Devision Bell" nie można nazwać progresywnym rockiem, ale nie zmienia to faktu, że są to świetne albumy. Za to psychodeliczne "The Piper At The Gates Of Dawn", "Ummagumma", "Animals" czy "Atom Heart Mother" ze świetnym "Alan's Psychedelic Breakfast" oraz z genialną tytułową suitą "AHM" czy w niczym jej nie ustępujące, a nawet przewyższające "Echoes" z "Meddle" to dla mnie esencja prog rocka. Dużym szacunkiem darzę też dokonania panów z YES, zwłaszcza "Close To The Edge" oraz "Going For The One" z mistrzowską suitą "Awaken". Warto wspomnieć też o Camel ("Camel, "Mirage", "The Snow Goose") chociaż moim zdaniem bliżej im do art rocka. Cenię także dokonania King Crimson ("In The Wake Of Poseidon", "Islands") mieli ogromny wpływ na muzykę, ale swój głos oddaję na Pink Floyd.
by the grace of god almighty
and the pressures of the marketplace
the human race has civilized itself
it's a miracle
roger waters
and the pressures of the marketplace
the human race has civilized itself
it's a miracle
roger waters

