11-22-2005, 07:57 PM
Sara, witamy na forum ! Piękna wypowiedź
Ale tym razem pomęczę Kamaela

Jeśli mnie jakaś płyta zszokuje, to zdarza się to naprawdę rzadko, może dwie, trzy takie były. Poza tym nie znoszę przerostu formy nad treścią, mnóstwa nieskładnych udziwnień.
Na "De-loused in the comatorium" wpadła mi w ucho jedynie "Eriatarka". Poza tym wokal Cedrica mi się nie podoba. Na plus oceniam sekcję rytmiczną (genialna perkusja), połamane rytmy i świetne okładki
Uczciwie się przyznaje, że "Frances the mute" nie słuchałem i o ile ktoś mi kiedyś siłą nie pożyczy, to tak pozostanie.
Otóż niestety Mars Volta to jak dla mnie przerost formy nad treścią. Nie można przesadzać z eklektyzmem, to tak jakbyś dodał do pomidorowej ziele angielskie i sól, ale też oregano, bazylię i przyprawę do pizzy. Dla mnie jest to kolejny zespół, ktoremu od razu przypięto łatkę "Mesjasza Rocka", tylko dlatego, że grono starszych krytyków znalazło tam (momentami) odniesienia do jazzu, rocka progresywnego - muzyki ich epoki, ich czasów. Pewna dawka hardcore'u, punku- czyli coś, co przecież swój rozkwit przeżywało stosunkowo niedawno, spowodowalo zainteresowanie się Mars Voltą ludzi młodszych. I oczywiście zaraz pojawiła się grupka wyznawców, podobnie jak w przypadku Toola. I o ile Tool nawet lubię, to do Mars Volty za cholerę nie mogę się przekonać. Może po prostu za trudne. A przecież również lubię trudne rzeczy, ale nie będę się do nich przekonywał na siłę, bo wypada. Toteż w pytaniu zadanym w temacie, wybieram chyba jako jeden z niewielu opcję numer 2
Ale tym razem pomęczę Kamaela
Kamael napisał(a):Oczywiście, nie można jej słuchać w każdych warunkach, na samym początku nie jest łatwa w odbiorze (przynajmniej ja, gdy zaczynałem słuchać TMV byłem w szoku i nie wiedziałem, co o niej myśleć...), dla Ciebie to wada?Niby też lubię trudne rzeczy, ale jednocześnie jestem bardzo obiektywny i ostrożny w ocenie. Ale OK, rozumiem osobisty stosunek do zespołu

Jeśli mnie jakaś płyta zszokuje, to zdarza się to naprawdę rzadko, może dwie, trzy takie były. Poza tym nie znoszę przerostu formy nad treścią, mnóstwa nieskładnych udziwnień.
Na "De-loused in the comatorium" wpadła mi w ucho jedynie "Eriatarka". Poza tym wokal Cedrica mi się nie podoba. Na plus oceniam sekcję rytmiczną (genialna perkusja), połamane rytmy i świetne okładki
Uczciwie się przyznaje, że "Frances the mute" nie słuchałem i o ile ktoś mi kiedyś siłą nie pożyczy, to tak pozostanie.
Otóż niestety Mars Volta to jak dla mnie przerost formy nad treścią. Nie można przesadzać z eklektyzmem, to tak jakbyś dodał do pomidorowej ziele angielskie i sól, ale też oregano, bazylię i przyprawę do pizzy. Dla mnie jest to kolejny zespół, ktoremu od razu przypięto łatkę "Mesjasza Rocka", tylko dlatego, że grono starszych krytyków znalazło tam (momentami) odniesienia do jazzu, rocka progresywnego - muzyki ich epoki, ich czasów. Pewna dawka hardcore'u, punku- czyli coś, co przecież swój rozkwit przeżywało stosunkowo niedawno, spowodowalo zainteresowanie się Mars Voltą ludzi młodszych. I oczywiście zaraz pojawiła się grupka wyznawców, podobnie jak w przypadku Toola. I o ile Tool nawet lubię, to do Mars Volty za cholerę nie mogę się przekonać. Może po prostu za trudne. A przecież również lubię trudne rzeczy, ale nie będę się do nich przekonywał na siłę, bo wypada. Toteż w pytaniu zadanym w temacie, wybieram chyba jako jeden z niewielu opcję numer 2
Killy napisał(a):bez sensu! muzyka to wolność, nie ma w muzyce pozycji obowiązkowych, to wolność odczuć przekonań i upodobań. albo się coś czuje albo nie. co innego szanować kogoś, uznawać jego "wielkość" a co innego starać się na siłę do czegoś przekonać! music is freedom, ludzie! mnie tmv nie pociąga, dobrze że gdzieś tam sobie grają, robią to zaje...cie, szanuję ich,ale jest wiele świetnych kapel. bardzo podoba mi się "the widow", ale wolę innych. tyleTrafione w sedno !

