10-11-2005, 01:18 PM
Ja pamietam kiedy pierwszy raz siegnąłem po SOH, oniemialy i otepiały geniuszem RIB. Pierwsze wrazenie było niestety niekorzystne - bo fakt: bardziej płaskie brzmienie, jednak mniej agresywny i jakby w tle w porównaniu z RIB wokal Toma Arayi, wolniejsze rytmy i jakby mniej klarowne gitary. Po którymś przesluchaniu jednak i geniusz tej płyty do mnie dotarł. Ona jest po prostu inna - mniej speedowa a bardziej kladaca nacisk na moc, niskie tony i wolniejsze ale jakże bardziej potężne riffy. Jej klimat powala - słuchacz czuje się niczym osadzony w horror-świecie z okładki. Reasumując: RIB to kamień milowy w historii zarówno Slayera jak i ciężkiej muzyki, zaś SOH to jego godny następca i dziwi mnie czyiś text że jest cienka. Jest tym dla Slayera czym dla Metallicy AJFA - godnym następcą największego dzieła MOP. Amen ...

