10-01-2005, 08:04 PM
Niemniej jednak stwierdziłem ostatnio, że "Clutching at straws" jest najlepsza. Szczególnie zagrywki Rothery'ego - jego gitara nieco przypomina Gilmoura (a na tym albumie Rothery wg mnie przewyższa gitarzystę PF). Po prostu niesamowity klimat ma ta płyta, atmosfera jak z wielkomiejskich pubów i ulic po północy (mimo, że nie znoszę używać patetycznych, rozklejających się i wzniosłych słów o muzyce, tutaj tego nie można inaczej określić). Pierwsze cztery utwory + "White Russian" i "Sugar Mice" to jest mistrzostwo świata i jazda obowiązkowa. Gdyby nie "Incommunicando" (niestety, niektóre elementy w Marillionie wkurzają, zbyt zalatują neoprog-rockiem i to usilnie), to by była płyta genialna.
A "Dark side" wg mnie nie jest wcale taki dobry
Jest może kultowy, klasyczny, kanon, nie wypada krytykować, etc., ale ustępuje IMO co najmniej czterem płytom Pink Floyd i na pewno tej płycie Marillion
A "Dark side" wg mnie nie jest wcale taki dobry
Jest może kultowy, klasyczny, kanon, nie wypada krytykować, etc., ale ustępuje IMO co najmniej czterem płytom Pink Floyd i na pewno tej płycie Marillion

