09-26-2005, 06:32 PM
Własnie przesłuchałem Marbles i zweryfikowałem swoją opinię o Marillionie z Hogarthem zamiast Fisha. Na Marbles po prawie 20 letnim zjeździe w kierunku pop-rocka chłopaki znowu powrócili do progresywnego grania. Rozpoczynający płytę The Invisible Man (jak zresztą i reszta albumu) zabija na miejscu swoja przestrzennością i eklektycznością - polecam tym którzy każdy następny krążek Marillionu po odejściu Fisha po jednym przesłuchaniu odkładali na zakurzoną półkę (no może za wyjatkiem Brave).

