09-05-2005, 07:03 PM
Jestem człowiekiem ,który powli dzwiga się z potężnego nihilizmu,dekadencji i cynizmu towarzyszących mi od kilku dobrych lat.Totalnie opętała mnie filozofia i sztuka modernizmu.Bijąca z niej beznadzieja,postępujace tendencje schyłkowe,katastrofizm oraz negacja były tym co mnie uwcześnie pociągało.Byłem juz nie raz na granicy samobójstwa,doświadczyłem takich stanów psychicznych ,który przecietny człowiek nie jest sobie w stanie nawet wyobrazic, i o niczym nie myślałem tak często jak o sensie życia i tym co czeka mnie u jego kresu...Kiedyś sie tu wypowiem,póki co jest jeszcze za wcześnie bym zajął stanowisko w sprawie wiary.Jedno wiem na pewno - ludzkość NIE MOZE sie całkowicie wyprzeć metafizyki;zgadzam się z kilkoma filozofami XX wieku ,że jeśli w nadchodzących stuleciach ludzie nie bedą mistykami, to być moze ich istnienie dobiegnie końca.Niewłaściwym jest wypieranie się czegokolwiek a priori,a jak dotąd nie dane nam było empirycznie doświadczyć ,że tak to ujmę,transcendencji;niewykluczone ,iż taki moment kiedyś nastąpi...

