08-14-2005, 10:28 PM
Zgadzam się z wszystkim, co napisał Buubi.
Cztery pierwsze płyty Marillion - 100% respekt!
Tylko teraz muszę opisać po swojemu ;)
"Script for jester's tear" - debiut zespołu, taki jeszcze trochę niepewny i jakby... trudny. Nie polecałbym nikomu utworu tytułowego na początek. O wiele bardziej np. takie "He knows, you know" - piosenka o nałogu narkotykowym. Już tu słychać niesamowite wokalne zdolności Fisha - kontrasty, drapieżność, łagodność, szept.
Fugazi - czyli wedle żołnierzy w Wietnamie "spieprzone i nie do naprawienia" :) I znowu ta genialna maniera głosu np. w takim "Incubus", ale i Rothery - świetny gitarzysta, gra piękne solówki, w tym utworze, ale szczególnie na...
Misplaced Childhood - a zwł. w utworze "Kayleigh", który pewnie większość Was zna z radia, podobnie jak "Lawendy". I znów niesamowity wokal Fisha np. pod koniec "Heart of Lothian"... Geniusz. "Zbłąkane dzieciństwo" dla mnie nie ma słabych stron, może poza ostatnim utworem.. Mam bardzo osobisty stosunek do tego albumu i właśnie on jest mym ulubionym. Nie najlepszym, bo nim jest
Clutching at straws - ale tu już wszystko, co chciałem o nim napisać, zawarł Buubi.
Genialne teksty, świetny głos, piękne solówki Rothery'ego - Marillion z Fishem to jest właśnie to. A co było potem ?
Słyszałem niektóre utwory z "Brave" i "Marbles" i, niestety głos S. Hogartha mym zdaniem nie może się równać z Fishem. Nie mówię tak, bo np. tak uważa/ało większość (z p. Beksińskim na czele), tylko po prostu Fish był zbyt oryginalny, toteż każdy inny wokalista miał b. trudne zadanie, a S. Hogarth (wg mnie, oczywiście) jemu nie podołał. Ale może jeszcze dam szansę, jak jakiś znajomy kupi "Marbles" bądź inszy album... Fisha solo nie słyszałem. Ale sięgnę po niego- nie wiem czy w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno.
Cztery pierwsze płyty Marillion - 100% respekt!
Tylko teraz muszę opisać po swojemu ;)
"Script for jester's tear" - debiut zespołu, taki jeszcze trochę niepewny i jakby... trudny. Nie polecałbym nikomu utworu tytułowego na początek. O wiele bardziej np. takie "He knows, you know" - piosenka o nałogu narkotykowym. Już tu słychać niesamowite wokalne zdolności Fisha - kontrasty, drapieżność, łagodność, szept.
Fugazi - czyli wedle żołnierzy w Wietnamie "spieprzone i nie do naprawienia" :) I znowu ta genialna maniera głosu np. w takim "Incubus", ale i Rothery - świetny gitarzysta, gra piękne solówki, w tym utworze, ale szczególnie na...
Misplaced Childhood - a zwł. w utworze "Kayleigh", który pewnie większość Was zna z radia, podobnie jak "Lawendy". I znów niesamowity wokal Fisha np. pod koniec "Heart of Lothian"... Geniusz. "Zbłąkane dzieciństwo" dla mnie nie ma słabych stron, może poza ostatnim utworem.. Mam bardzo osobisty stosunek do tego albumu i właśnie on jest mym ulubionym. Nie najlepszym, bo nim jest
Clutching at straws - ale tu już wszystko, co chciałem o nim napisać, zawarł Buubi.
Genialne teksty, świetny głos, piękne solówki Rothery'ego - Marillion z Fishem to jest właśnie to. A co było potem ?
Słyszałem niektóre utwory z "Brave" i "Marbles" i, niestety głos S. Hogartha mym zdaniem nie może się równać z Fishem. Nie mówię tak, bo np. tak uważa/ało większość (z p. Beksińskim na czele), tylko po prostu Fish był zbyt oryginalny, toteż każdy inny wokalista miał b. trudne zadanie, a S. Hogarth (wg mnie, oczywiście) jemu nie podołał. Ale może jeszcze dam szansę, jak jakiś znajomy kupi "Marbles" bądź inszy album... Fisha solo nie słyszałem. Ale sięgnę po niego- nie wiem czy w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno.

