08-14-2005, 09:09 PM
Prog-rock to chyba mój ulubiony gatunek muzyki, niemniej jednak potrafię do niego podejść krytycznie.
Np. nie przepadam za Genesis - (cały "Foxtrot", Baranek, a nawet "Selling" - dla mnie po prostu nudne, zbyt zawiłe i ciężkostrawne, jak już sama formuła albumu koncepcyjnego, choć bywają wyjątki od reguły), a pan Collins - cóż, dobry perkusista :-)))
Ale Steve Hackett - jeden z najlepszych gitarzystów. Wystarczy posłuchać solówki w "Firth of Fifth". Aha, jeszcze "In Memoriam" z płyty "Darktown" - mawiają, że to "Epitafium lat 90." i coś w tym jest. Co do p. Gabriela - widziałem fragmenty na Live 8 i bardzo mi się podobał. Jeśli rzeczywiście potrafi łączyć rock z muzyką afrykańską, tak jak pokazał na tamtym koncercie, to z chęcią sięgnę po jego twórczość.
Pink Floyd, King Crimson - nawet nie ma o czym rozmawiać i co podważać. Klasyka gatunku.
Camel - znam tylko "Stationary Traveller" i "Harbour of tears".
W 1. przypadku - bardzo smutna, piękna (np. utwór tytułowy - zwłaszcza ta fletnia Pana) płyta o życiu w podzielonym Berlinie. Aha - i pojawił się tutaj Mel Collins (utwór "Fingertips"), ten sam, który grał na saksofonie m.in. na "Red" KC. Bardzo dobra płyta.
W przypadku drugim - też album koncepcyjny. Pojawiają się kobiece wokale, szum morza. Myślałem, że będzie bardziej irlandzka, celtycka, ale się nie zawiodłem i będę nadal poznawał zespół. "Port łez" wydał mi się bardzo bliski muzyce klasycznej. Ale jest od niej lepszy, bo w tej nie ma gitary Latimera.. następne w kolejce "A nod and a wink" :)
Póki co, tyle.
Np. nie przepadam za Genesis - (cały "Foxtrot", Baranek, a nawet "Selling" - dla mnie po prostu nudne, zbyt zawiłe i ciężkostrawne, jak już sama formuła albumu koncepcyjnego, choć bywają wyjątki od reguły), a pan Collins - cóż, dobry perkusista :-)))
Ale Steve Hackett - jeden z najlepszych gitarzystów. Wystarczy posłuchać solówki w "Firth of Fifth". Aha, jeszcze "In Memoriam" z płyty "Darktown" - mawiają, że to "Epitafium lat 90." i coś w tym jest. Co do p. Gabriela - widziałem fragmenty na Live 8 i bardzo mi się podobał. Jeśli rzeczywiście potrafi łączyć rock z muzyką afrykańską, tak jak pokazał na tamtym koncercie, to z chęcią sięgnę po jego twórczość.
Pink Floyd, King Crimson - nawet nie ma o czym rozmawiać i co podważać. Klasyka gatunku.
Camel - znam tylko "Stationary Traveller" i "Harbour of tears".
W 1. przypadku - bardzo smutna, piękna (np. utwór tytułowy - zwłaszcza ta fletnia Pana) płyta o życiu w podzielonym Berlinie. Aha - i pojawił się tutaj Mel Collins (utwór "Fingertips"), ten sam, który grał na saksofonie m.in. na "Red" KC. Bardzo dobra płyta.
W przypadku drugim - też album koncepcyjny. Pojawiają się kobiece wokale, szum morza. Myślałem, że będzie bardziej irlandzka, celtycka, ale się nie zawiodłem i będę nadal poznawał zespół. "Port łez" wydał mi się bardzo bliski muzyce klasycznej. Ale jest od niej lepszy, bo w tej nie ma gitary Latimera.. następne w kolejce "A nod and a wink" :)
Póki co, tyle.

