08-13-2005, 11:40 PM
statekx napisał(a):buubi napisał(a):Jak dla mnie to :
Layne Staley - szkoda że odszedł, sposób w jaki spiewał - niepowtarzalny, nie-do-podrobienia - klasa i oryginalność
Chris Cornell - czy to Soundgarden, czy Temple Of The Dog czy Audioslave - moc, moc, po trzykroć moc
Fish - potrafił wycisnąć łzy w Lavender i ciary po plecach (Grendel, Forgotten Sons)
Billy Corgan - albo się go kocha albo nienawidzi, obojętnych nie znam
Tom Araya - najbardziej "plugawy" w dobrym sensie tego słowa znaczeniu głos w hostorii metalu
Hmm nie chce sie czepiac bo sam w tym topicu wymienilem kogos nie odpowiadajacego gatunkowi(tylko dlatego ze nie bylo gdzie), ale Toma moglas walnac w podobnym topicu w H/P/T
Hmm...powiem tak... ja Slayera traktuję własciwie już na poziomie klasyki rocka, nie tylko metalu, zaś ich Reign In Blood to dla mnie krok milowy w historii rocka na miarę In The Court Crimsonów, The Wall Floydów czy Never Mind Sex Pistols

