07-10-2005, 10:13 PM
Z tego co wiadomo byłem jedynym chłopakiem słuchającym metalu w gimie do którego chodziłem.
Fajnie nie? Dziewczyn było troche więcej, ale też nie dużo. Więc patrono sie na mnie jak na wyrzutka. W mojej klasie na 11 chłopaków dało się pogadać z jednym. Nota bene skejtem. Ale był spoko człowiek i nawet teraz czasami pogadamy jak się na ulicy spotkamy. Poziom był chyba maksymalnie nie równy, nauczycielki wredne suki.
Na pierwsze półrocze z biologi miałem 2 a na drugie 4 [ miałbym 5 ale klijentka nie mogła tyle podwyższyć] a to tylko przez jednego debila z mojej klasy i pojebaną nauczycielke. Po półroczu wruciła z urlopy macierzyńskiego prawowita nauczycielka od biologi i było pięknie [ bo ja zawsze lubiałem biologie ].
W liceum poziom jest bardzie wyrównany, aczkolwiek znalazły się odchyły. Np nauczycielka od angielskiego która jest przy okazji moją wychowawczynią (biol-chem). Nic przez rok się nie nauczyłem i jakoś czarno widze mature z tego jezyka (w sumie to tekst pisany kminie, mówiony jakoś też daje rade ale samemu coś spleść to masakra).
Niemiecki - jeszcze gorsza sprawa. Pierwsze półrocze to było 20 stron ksiązki, którą moja dziewczyna (profil językowy) miała przerobić w domu samodzielnie, zaczeła odrazu od następnej (bo na rok przewidziane były dwie).
Za to mamy genialną biologie i chemie, niczego sobie matme i fizyke, którą matematyczka podsumowała 'musicie starać się nauczyć sami fizyki'. Skejtów i dresów o 50% mniej niż w gimie. (prawie) nikt nie zbluzga na korytarzu i ogólnie jest przyjemnie.
Fajnie nie? Dziewczyn było troche więcej, ale też nie dużo. Więc patrono sie na mnie jak na wyrzutka. W mojej klasie na 11 chłopaków dało się pogadać z jednym. Nota bene skejtem. Ale był spoko człowiek i nawet teraz czasami pogadamy jak się na ulicy spotkamy. Poziom był chyba maksymalnie nie równy, nauczycielki wredne suki.
Na pierwsze półrocze z biologi miałem 2 a na drugie 4 [ miałbym 5 ale klijentka nie mogła tyle podwyższyć] a to tylko przez jednego debila z mojej klasy i pojebaną nauczycielke. Po półroczu wruciła z urlopy macierzyńskiego prawowita nauczycielka od biologi i było pięknie [ bo ja zawsze lubiałem biologie ].
W liceum poziom jest bardzie wyrównany, aczkolwiek znalazły się odchyły. Np nauczycielka od angielskiego która jest przy okazji moją wychowawczynią (biol-chem). Nic przez rok się nie nauczyłem i jakoś czarno widze mature z tego jezyka (w sumie to tekst pisany kminie, mówiony jakoś też daje rade ale samemu coś spleść to masakra).
Niemiecki - jeszcze gorsza sprawa. Pierwsze półrocze to było 20 stron ksiązki, którą moja dziewczyna (profil językowy) miała przerobić w domu samodzielnie, zaczeła odrazu od następnej (bo na rok przewidziane były dwie).
Za to mamy genialną biologie i chemie, niczego sobie matme i fizyke, którą matematyczka podsumowała 'musicie starać się nauczyć sami fizyki'. Skejtów i dresów o 50% mniej niż w gimie. (prawie) nikt nie zbluzga na korytarzu i ogólnie jest przyjemnie.


