05-01-2005, 12:40 PM
w roku 2060 schodzi jezus na ziemię, aby sprawdzić co się wydarzyło przez ostatnie 2 tysiące lat. idzie w pierwszy dzień po ulicach miasta, ale nikt go nie poznaje. zmartwiony myśli, że na pewno na drugi dzień ktoś go pozna. ale drugiego dnia sytuacja się powtarza, podobnie trzeciego... ostatecznie jezus bardzo zmartwiony idzie do kościoła aby porozmawiać z ojcem i wyjasnić mu jaka jest sytuacja na ziemi. wchodzi do kościola a tam tylko stara babcia klęka i modli się gorliwie. jezus podchodzi do niej i kładzie rękę na jej ramieniu. babcia odwraca się i krzyczy:
- o jezu!
na to jezus uradował się, że go wreszcie ktoś rozpoznał. a babcia:
- narkoman!!!
idzie jezus, patrzy a skini kopią człowieka. podchodzi do nich i mówi:
- ludzie zostawcie go w spokoju!
na to skini:
- a ty się metal nie wpier****j!
- o jezu!
na to jezus uradował się, że go wreszcie ktoś rozpoznał. a babcia:
- narkoman!!!
idzie jezus, patrzy a skini kopią człowieka. podchodzi do nich i mówi:
- ludzie zostawcie go w spokoju!
na to skini:
- a ty się metal nie wpier****j!

