04-20-2005, 11:18 PM
jak słyszę słowo ARTYSTA to mi się żygać chce. To słowo kojarzy mi się z czubkami z mojej uczelni (ASP w Gdańsku) którzy będąc na drugim roku grafiki uważają się za wielkich artystów i chodzą z głową w chmurach mając o sobie wielkie mniemanie. Gdyby ktoś kiedyś nazwał moją nędzną twórczość SZTUKĄ puścił bym mu pawia na twarz. W/g mnie SZTUKA to okreslenie skrajnie pejoratywne i nikt z ludzi, któych znam, a którzy znają swoją wartośc i robią na prawdę fajne rzecyz nie nazywa się ani wielkimi artystami ani swoich tworów dziełami sztuki.
dla mnie ARTYZM to gówno rozmazane na białej ścianie. ale tego typu twórczość pozostawiam snobom lubiącym doszukiwać się ideologi w prostych formach.
dla mnie ARTYZM to gówno rozmazane na białej ścianie. ale tego typu twórczość pozostawiam snobom lubiącym doszukiwać się ideologi w prostych formach.
I never loose my might!

