03-23-2005, 09:48 PM
Prałat Jankowski (ten z Gdańska) miał kanarka. Takiego małeog, żółtego. No i on tego kanarka wypuszczał z klatki, ptak sobie latał po pokoju. No, ale któregoś dnia spierdolił przez otwarte okno. Prałąt się zmartwił, ale myśli sobie "ogłoszę to na mszy, pewnie któyś parafianin znalazł i mi odda". Tak też zrobił
Niedziela, masza, prałat czyta ogłoszenia:
- Dorzy parafianie, kto z was ma ptaka.
Wstajką wszystcy faceci w kościele.
- Nie, źle mnie zrozumieliście. Chciałem zapytać kto widział ptaka.
Wstają wszystkie kobiet w kościele.
- Nie, nio o to chodzi. Chciałbym iwedzieć kto widział MOJEGO ptaka.
Wstają ministranci i kościelny...
Niedziela, masza, prałat czyta ogłoszenia:
- Dorzy parafianie, kto z was ma ptaka.
Wstajką wszystcy faceci w kościele.
- Nie, źle mnie zrozumieliście. Chciałem zapytać kto widział ptaka.
Wstają wszystkie kobiet w kościele.
- Nie, nio o to chodzi. Chciałbym iwedzieć kto widział MOJEGO ptaka.
Wstają ministranci i kościelny...
"Marysia mała pierdolca miała, pierdolca jasnego jak śnieg.
Gdziekolwiek biegła Marysia mała, pierdolec rozsadzał jej łeb..."
Gdziekolwiek biegła Marysia mała, pierdolec rozsadzał jej łeb..."


