02-11-2005, 11:15 PM
Przypomniało mi się, że kiedyś, wieki temu, jak jeszcze w podstawówce (albo w gimnazjum to już było??? nie pamiętam) byłem to na technice, czy czymś takim, mieliśmy piec ciasta. Razem z kumplem wykoncypowaliśmy sobie zwyczają babkę, bo to niby proste itd. No i wzielim się za robotę. Wyszedł nam taki zakalec, że nawet taka jedna nasza wszystkożerna koleżanka co radośnie nawet żarcie dla pasa wszamać potrafiła nie tknęła naszego wypieku. Znaczy się ugryzła kawałek, skrzywiła się i powiedział, że nie będzie jadał czegoś tak paskudnego
Od tego czasu robienia ciasta się nie tykam...
Od tego czasu robienia ciasta się nie tykam...
"Marysia mała pierdolca miała, pierdolca jasnego jak śnieg.
Gdziekolwiek biegła Marysia mała, pierdolec rozsadzał jej łeb..."
Gdziekolwiek biegła Marysia mała, pierdolec rozsadzał jej łeb..."


