01-12-2005, 08:13 PM
Agresja sama w sobie nie musi być destruktywna... To jedynie kwestia tego, w co jest skierowana i jakie są jej efekty :P
Ok, to teraz może mniej abstrakcyjnie... Sama bywam agresywna w sytuacjach skrajnych, ale ujawnia się to raczej werbalnie, ew. mogę czymś rzucić/trzasnąć/krzyknąć, rzadko kiedy kieruję się wtedy zasdą czystości języka :P A tak, bo z reguły osoby, które wyprowadzają mnie do tego stopnia z równowagi nie są warte jakichkolwiek starań. Ale wracając do agresji - nie uznaję żadnej skierowanej przeciw człowiekowi i niosącej w efekcie czyjąś krzywdę. Gott, po prostu nie byłabym w stanie przełamać się w normalnych warunkach do pewnych rzeczy i tyle.
Mimo to przytoczona przeze mnie agresja, wyładowywana w samotności, ew. w gronie tzw. "zaufanych", którzy nie przelękną się plugawego oblicza ;], ma swoje zdecydowane zalety - przede wszystkim nikt na niej nie cierpi [chyba że psychicznie, ale to już nie mój problem :P], a ja wyładowuję negatywne emocje. I mam spokój.
Prawdopodobnie twórcy tematu chodziło o agresję niosącą pewne szkody... dla otoczenia, powiedzmy ;] Tego akurat nie uznaję i na dzisiaj myślę, że nie uznam nigdy. Nie wiem czemu to ma służyć. Przemoc? Zaatakują - broń się, ale wszystko w granicach rozsądku, pewnych granic człowiek nie przeskoczy jak bardzo brawurowy czy też pomysłowy by nie był i tyle.
I nie mówię, żeby nawracać, dyskutować czy co tam jeszcze może Wam przyjść do głowy, ale jeśli pomiar sił wychodzi na Waszą niekorzyść, to po prostu olać. Dla mnie w ogóle najlepszą opcją byłoby - olać. Mieć gdzieś i dać sobie spokój. Dostaną po gębie i co? Ciebie powiedzmy będą szanować, ale sklepią innego "brudasa" w odwecie, a do muzyki respektu nie nabiorą.
Ok, to teraz może mniej abstrakcyjnie... Sama bywam agresywna w sytuacjach skrajnych, ale ujawnia się to raczej werbalnie, ew. mogę czymś rzucić/trzasnąć/krzyknąć, rzadko kiedy kieruję się wtedy zasdą czystości języka :P A tak, bo z reguły osoby, które wyprowadzają mnie do tego stopnia z równowagi nie są warte jakichkolwiek starań. Ale wracając do agresji - nie uznaję żadnej skierowanej przeciw człowiekowi i niosącej w efekcie czyjąś krzywdę. Gott, po prostu nie byłabym w stanie przełamać się w normalnych warunkach do pewnych rzeczy i tyle.
Mimo to przytoczona przeze mnie agresja, wyładowywana w samotności, ew. w gronie tzw. "zaufanych", którzy nie przelękną się plugawego oblicza ;], ma swoje zdecydowane zalety - przede wszystkim nikt na niej nie cierpi [chyba że psychicznie, ale to już nie mój problem :P], a ja wyładowuję negatywne emocje. I mam spokój.
Prawdopodobnie twórcy tematu chodziło o agresję niosącą pewne szkody... dla otoczenia, powiedzmy ;] Tego akurat nie uznaję i na dzisiaj myślę, że nie uznam nigdy. Nie wiem czemu to ma służyć. Przemoc? Zaatakują - broń się, ale wszystko w granicach rozsądku, pewnych granic człowiek nie przeskoczy jak bardzo brawurowy czy też pomysłowy by nie był i tyle.
I nie mówię, żeby nawracać, dyskutować czy co tam jeszcze może Wam przyjść do głowy, ale jeśli pomiar sił wychodzi na Waszą niekorzyść, to po prostu olać. Dla mnie w ogóle najlepszą opcją byłoby - olać. Mieć gdzieś i dać sobie spokój. Dostaną po gębie i co? Ciebie powiedzmy będą szanować, ale sklepią innego "brudasa" w odwecie, a do muzyki respektu nie nabiorą.
