10-31-2004, 11:35 PM
ja zacząłem od Bon Jovi i ich przeboju "IT'S MY LIFE" (btw. może mnie wyśmiejecie, ale poza nowymi wydawnictwami nadal mam duży respekt do tego zespołu) to przez nich zacząłem zapuszczać włosy, ubierać się jak rockandrollowiec itd. przez półtora roku BJ byli moimi jedynymi i największymi idolami. Potem z powodów bardzo osobistych (love, po której wpadłem w schizofrenicznego wręcz doła) poczułem, że muszę zmienić muzykę z optymistycznego Bon Jovi na coś bardziej odpowiadającego temu, jak się czułem. Wtedy trafiłem na Metallicę i ich średnio ciężki Czarny Album. Pokochałem ten zespół od pierwszego wejrzenia za to, że wyrażał moje uczucia, pozwalał mi je wykrzyczeć i dawał wytchnienie. Po jakimś czasie zacząłem ubierać się jak metal i nieco bardziej zgłębiać ciężką muzykę, ale choć uwielbiam też Motorhead, Venoma, Ironów etc. nigdy nie zapomnę zespołowi Hetfielda i Ulricha, że dosłownie uratowali mi życie i byli jedynymi, którzy mnie wtedy zrozumieli i przygarnęli... Dlatego zawsze będą moim Number One.

