10-04-2007, 10:55 AM
A teraz parę słów o Warszawskim koncercie.
Gig miał zacząć się o godzinie 20.00 i mimo tego,że długo nie wpuszczano nas na halę obyło się bez znaczącej obsuwy. Z zajęciem miejsca nie było najmniejszego problemu,na koncert przybyło ok.3.500 ludzi i choć Torwar jest obiektem znacznie mniejszym niż Spodek ciężko mówić o tłoku. Stałem po lewej stronie sceny mając barierki na wyciągnięcie ręki,a bynajmniej nie było tam ciasno,dookoła siebie cały czas miałem sporo luzu.
Jako suport dla DT wystąpiła również posiadająca status gwiazdy prog-metalu grupa Symphony X promująca swoją najnowszą płytę "Paradise Lost". Zagrali świetny koncert trwający ok. 40 min,set składał się głównie z nowych utworów,choć nie tylko - dostaliśmy również znane z "Odysei" Inferno. Brawa należą sie szczególnie wokaliście Russellowi za doskonały kontakt z publicznością. Uczestnicy koncertu przyjęli ich bardzo ciepło i widać było zadowolenie na ich twarzach kiedy schodzili ze sceny przy głośnym skandowaniu "Symhony X!!".
Po krótkiej przerwie technicznej,podczas której wnoszono na scenę wielkie plastikowe mrówki i przygotowywano instrumenty zapaliło się pomarańczowe światło na zawieszonej pod sufitem sygnalizacji świetlnej,a my zaczęliśmy powoli przygotowywać się do rozpoczęcia koncertu głównej gwiazdy. Przywitali nas utworem "Constant Motion" - bardzo energicznie i żywiołowo. Miałem wątpliwości widząc ten kawałek na setlistach z innych krajów jako "otwieracz" i choć nie wzbudził we mnie takiej euforii jak "overture 1928" w Katowicach to muszę przyznać,że moje obawy były przesadzone.Następnie "Panic Attack" - na to czekałem. Utwór zabrzmiał niesamowicie a publiczność włącznie ze mną była wniebowzięta.
Zaraz po tym najlepsze moim zdaniem wykonanie tego dnia - "Blind Faith". Podczas trwania utworu mogliśmy na wielkim ekranie oglądać oszołamiające popisy instrumentalistów,zwłaszcza Jordana. Do tego piękne wizualizacje na telebimie - wspaniałe. Po tym usłyszeliśmy "The Dark Eternal Night". Osobiście jestem zdania,że akurat ten utwór mogli sobie darować. O ile w Spodku nieźle się przy tym bawiłem to na Torwarze nie nudziłem się w czasie kiedy go odgrywali tylko dzieki świętej animacji z "kreskówkowymi" postaciami muzyków. Bardzo ciekawym momentem koncertu było wyjście Rudessa na scenę z keytarą kiedy to zabawiał nas biegając i grając przed publiką. Zaraz po tych popisach śpiewaliśmy wszyscy razem "Lines In The Sand" - również piękne wykonanie z doskonałą solówką Petrucciego.
"The Ministry of Lost Souls",które chwilę późnej usłyszeliśmy było wręcz miażdżące,a zakończenie w wykonaniu gitarzysty było jednym z najpiękniejszych momentów podczas koncertu. "Another Day" - po ostatnim spotkaniu z DT w czerwcu kiedy grali sporo klasyków z "I&W" nie spodziewałem się tego,cała publiczność śpiewała razem z Jamesem "Drimowy" przebój. Na zakończenie zasadniczej części koncertu panowie zaprezentowali suitę z ostatniej płyty w całości - wyszło genialnie,zwłaszcza część druga kiedy krzyczeliśmy "Dark Master..".
Chwila przerwy i okrzyków...zespół wraca na scenę i gra bis. Usłyszeliśmy medley,który uderzył w samo serce. Zawsze marzyłem żeby usłyszeć choć fragment "Finally Free" i udało się. Fragmenty innych utworów zabrzmiały wspaniale,zwłaszcza "Octavarium". Panowie ukłonili się i przy okrzykach "Dziekujemy!!" zeszli ze sceny.
Koncert był niesamowity,o wiele lepszy pod każdym względem od Katowickiego.
Chciałbym również dodać,iż Torwar jest o wiele lepszym miejscem na koncerty niż Spodek. Dużo lepsza akustyka i naprawdę bardzo potrzebna podczas długiego stania na płycie klimatyzacja.Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś tam trafię na jakiś koncert.
Na koniec serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy,z którą spędziłem dzień!
Gig miał zacząć się o godzinie 20.00 i mimo tego,że długo nie wpuszczano nas na halę obyło się bez znaczącej obsuwy. Z zajęciem miejsca nie było najmniejszego problemu,na koncert przybyło ok.3.500 ludzi i choć Torwar jest obiektem znacznie mniejszym niż Spodek ciężko mówić o tłoku. Stałem po lewej stronie sceny mając barierki na wyciągnięcie ręki,a bynajmniej nie było tam ciasno,dookoła siebie cały czas miałem sporo luzu.
Jako suport dla DT wystąpiła również posiadająca status gwiazdy prog-metalu grupa Symphony X promująca swoją najnowszą płytę "Paradise Lost". Zagrali świetny koncert trwający ok. 40 min,set składał się głównie z nowych utworów,choć nie tylko - dostaliśmy również znane z "Odysei" Inferno. Brawa należą sie szczególnie wokaliście Russellowi za doskonały kontakt z publicznością. Uczestnicy koncertu przyjęli ich bardzo ciepło i widać było zadowolenie na ich twarzach kiedy schodzili ze sceny przy głośnym skandowaniu "Symhony X!!".
Po krótkiej przerwie technicznej,podczas której wnoszono na scenę wielkie plastikowe mrówki i przygotowywano instrumenty zapaliło się pomarańczowe światło na zawieszonej pod sufitem sygnalizacji świetlnej,a my zaczęliśmy powoli przygotowywać się do rozpoczęcia koncertu głównej gwiazdy. Przywitali nas utworem "Constant Motion" - bardzo energicznie i żywiołowo. Miałem wątpliwości widząc ten kawałek na setlistach z innych krajów jako "otwieracz" i choć nie wzbudził we mnie takiej euforii jak "overture 1928" w Katowicach to muszę przyznać,że moje obawy były przesadzone.Następnie "Panic Attack" - na to czekałem. Utwór zabrzmiał niesamowicie a publiczność włącznie ze mną była wniebowzięta.
Zaraz po tym najlepsze moim zdaniem wykonanie tego dnia - "Blind Faith". Podczas trwania utworu mogliśmy na wielkim ekranie oglądać oszołamiające popisy instrumentalistów,zwłaszcza Jordana. Do tego piękne wizualizacje na telebimie - wspaniałe. Po tym usłyszeliśmy "The Dark Eternal Night". Osobiście jestem zdania,że akurat ten utwór mogli sobie darować. O ile w Spodku nieźle się przy tym bawiłem to na Torwarze nie nudziłem się w czasie kiedy go odgrywali tylko dzieki świętej animacji z "kreskówkowymi" postaciami muzyków. Bardzo ciekawym momentem koncertu było wyjście Rudessa na scenę z keytarą kiedy to zabawiał nas biegając i grając przed publiką. Zaraz po tych popisach śpiewaliśmy wszyscy razem "Lines In The Sand" - również piękne wykonanie z doskonałą solówką Petrucciego.
"The Ministry of Lost Souls",które chwilę późnej usłyszeliśmy było wręcz miażdżące,a zakończenie w wykonaniu gitarzysty było jednym z najpiękniejszych momentów podczas koncertu. "Another Day" - po ostatnim spotkaniu z DT w czerwcu kiedy grali sporo klasyków z "I&W" nie spodziewałem się tego,cała publiczność śpiewała razem z Jamesem "Drimowy" przebój. Na zakończenie zasadniczej części koncertu panowie zaprezentowali suitę z ostatniej płyty w całości - wyszło genialnie,zwłaszcza część druga kiedy krzyczeliśmy "Dark Master..".
Chwila przerwy i okrzyków...zespół wraca na scenę i gra bis. Usłyszeliśmy medley,który uderzył w samo serce. Zawsze marzyłem żeby usłyszeć choć fragment "Finally Free" i udało się. Fragmenty innych utworów zabrzmiały wspaniale,zwłaszcza "Octavarium". Panowie ukłonili się i przy okrzykach "Dziekujemy!!" zeszli ze sceny.
Koncert był niesamowity,o wiele lepszy pod każdym względem od Katowickiego.
Chciałbym również dodać,iż Torwar jest o wiele lepszym miejscem na koncerty niż Spodek. Dużo lepsza akustyka i naprawdę bardzo potrzebna podczas długiego stania na płycie klimatyzacja.Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś tam trafię na jakiś koncert.
Na koniec serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy,z którą spędziłem dzień!

