10-24-2004, 06:04 PM
Siedzę w mroku lampy,
Która prześwietla moją duszę
Złe me uczynki uciekają
Przed falą świetlną
Niczym zwierzyna przed drapieżcą,
Lecz nie udaje się.
Orzeł szponami łapie gryzonia
Rozdziobują go dalej kruki i wrony
Aż padliną staje się uczynek haniebny
A ja ciągnę dalej swój żywot piekielny.
Jeździec na karym koniu
Odwiedził mnie w nocy
Nie zdjął kartura z lica,
Lecz wiem kim jest
Wybawca i dręczyciel mój,
Który niesie światło ludziom
Oświetla im drogę,
By się nie potknęli w mroku
I kosą, orężem swym, rani ich stopy,
By uciec nie mogli
Ćwiartuje muśli,
By wiedzieli
Kim jest ich ojciec
O wielu imionach,
Lecz jednym obliczu.
Która prześwietla moją duszę
Złe me uczynki uciekają
Przed falą świetlną
Niczym zwierzyna przed drapieżcą,
Lecz nie udaje się.
Orzeł szponami łapie gryzonia
Rozdziobują go dalej kruki i wrony
Aż padliną staje się uczynek haniebny
A ja ciągnę dalej swój żywot piekielny.
Jeździec na karym koniu
Odwiedził mnie w nocy
Nie zdjął kartura z lica,
Lecz wiem kim jest
Wybawca i dręczyciel mój,
Który niesie światło ludziom
Oświetla im drogę,
By się nie potknęli w mroku
I kosą, orężem swym, rani ich stopy,
By uciec nie mogli
Ćwiartuje muśli,
By wiedzieli
Kim jest ich ojciec
O wielu imionach,
Lecz jednym obliczu.

