08-19-2007, 07:40 PM
Ej, występ Kapeli był przecież doskonały, dla mnie granice 10/10. Szczerze się wzruszyłem ;D, powalili mnie, zagrali tak, jak tego oczekiwałem. BTW, to był chyba najbardziej oczekiwany (poza The Syntetikiem) przeze mnie koncert na tym festiwalu.
CKOD - powiedzmy 7,5-8/10. Pierwszy raz widziałem ich na żywo, ich płyty znam raczej pobieżnie, jedynie wyrywkowe kawałki, ale tu zrobili dobre wrażenie. Przede wszystkim Ostrowski mnie pozytywnie zaskoczył, odwala koleś kawał dobrej roboty. Parę lat temu wydawał mi się nijaki, a tu robi się z niego naprawdę dobrej klasy frontmen. Buc z niego pewnie straszny, ale na scenie naprawdę prezentuje wysoki poziom. No, ale np. Wandachowicz przeszedł całkowicie obok koncertu. Nie wiem, zawsze tak się zachowuje, czy tak tylko akurat wczoraj się obraził? ;D
Generalnie, impreza na równym, wysokim poziomie (podobnie jak w zeszłym roku). Poza konkurencją był oczywiście The Syntetic, na którego koncert ludzie dosłownie walili drzwiami i oknami (parter, więc ludzie zaczęli wskakiwać do sali przez okna, kiedy ochrona stwierdziła, że nikogo więcej nie wpuści, bo niby w sali ścisk i nikt więcej się nie zmieści ;D). Usłyszeć "Człowieka Widmo" na żywo to wielka rzecz, do końca życia tego nie zapomnę ;].
Poza nim trzy najlepsze występy całego festiwalu, to jak dla mnie: Piano Magic, KZWW i Low Freqency In Stereo. Cała trójka zmiażdżyła. Za nimi Port Royal (koncert do 4 rano, totalny chillout, przyjemny włoski ambient na koniec dnia; w sali kilkadziesiąt osób, wszyscy siedzą na podłodze i oglądają wizualizacje; do końca - nie śpiąc - dotrwało kilkanaście osób, dookoła mnie wszyscy polegli ;D), Bassisters Orchestra (wiadomo kto jest numerem jeden ;]), Pink Freud, Starzy Singers i O.S.T.R (btw. szacunek dla niego, przyjechał na imprezę w zupełnie nie swoim klimacie i naprawdę udało mu się rozruszać ludzi; imprezowa, luźna atmosfera, świetny kontakt z publiką - tego mi trochę brakowało w większych ilościach), krok za nimi CKOD, 100nka i Hatifnats (dobra kapela się zapowiada).
AiH sobie odpuściłem (ich płyty mnie raczej nie ruszają, więc zrobiłem to bez wielkiego żalu), bo po Piano Magic stwierdziłem, że nic już mnie tego dnia nie będzie mogło zadowolić, a i wprowadzili mnie w dosyć specyficzny nastrój; słyszałem tylko fragmenty iLiKETRAiNS, bo atmosferą jakoś akurat do mnie nie trafili i poszedłem na jazzową 100nkę; z Electrelane też tylko fragmenty, bo byłem na Człowieku Widmo. Żałuję, że zdążyłem jedynie na końcówkę PumaJaw, brzmieli arcyciekawie, ale coś akurat publika nieszczególnie się sprawdziła z tego, co zdążyłem zauważyć.
A terroryści z pola namiotowego zasłużyli na solidny wpierdol (ci którzy byli zrozumieją o co chodzi) ;DDD, spać człowiekowi nie dają. Wraca się po 4 z ostatniego koncertu, a tu już o 6 ktoś zaczyna się drzeć i biegać po polu i zasnąć się już nie da.
Aha, zapomniałbym - największy zawód: zdecydowanie Ścianka. Fatalny koncert, w plenerze zupełnie się nie sprawdzili, nawet taki wymiatacz jak "Wichura" nie zrobił żadnego wrażenia, a Cieślak jedynie drażnił słabiutką formą i wyciem ;/. Szkoda, bo liczyłem, że znowu powalą.
CKOD - powiedzmy 7,5-8/10. Pierwszy raz widziałem ich na żywo, ich płyty znam raczej pobieżnie, jedynie wyrywkowe kawałki, ale tu zrobili dobre wrażenie. Przede wszystkim Ostrowski mnie pozytywnie zaskoczył, odwala koleś kawał dobrej roboty. Parę lat temu wydawał mi się nijaki, a tu robi się z niego naprawdę dobrej klasy frontmen. Buc z niego pewnie straszny, ale na scenie naprawdę prezentuje wysoki poziom. No, ale np. Wandachowicz przeszedł całkowicie obok koncertu. Nie wiem, zawsze tak się zachowuje, czy tak tylko akurat wczoraj się obraził? ;D
Generalnie, impreza na równym, wysokim poziomie (podobnie jak w zeszłym roku). Poza konkurencją był oczywiście The Syntetic, na którego koncert ludzie dosłownie walili drzwiami i oknami (parter, więc ludzie zaczęli wskakiwać do sali przez okna, kiedy ochrona stwierdziła, że nikogo więcej nie wpuści, bo niby w sali ścisk i nikt więcej się nie zmieści ;D). Usłyszeć "Człowieka Widmo" na żywo to wielka rzecz, do końca życia tego nie zapomnę ;].
Poza nim trzy najlepsze występy całego festiwalu, to jak dla mnie: Piano Magic, KZWW i Low Freqency In Stereo. Cała trójka zmiażdżyła. Za nimi Port Royal (koncert do 4 rano, totalny chillout, przyjemny włoski ambient na koniec dnia; w sali kilkadziesiąt osób, wszyscy siedzą na podłodze i oglądają wizualizacje; do końca - nie śpiąc - dotrwało kilkanaście osób, dookoła mnie wszyscy polegli ;D), Bassisters Orchestra (wiadomo kto jest numerem jeden ;]), Pink Freud, Starzy Singers i O.S.T.R (btw. szacunek dla niego, przyjechał na imprezę w zupełnie nie swoim klimacie i naprawdę udało mu się rozruszać ludzi; imprezowa, luźna atmosfera, świetny kontakt z publiką - tego mi trochę brakowało w większych ilościach), krok za nimi CKOD, 100nka i Hatifnats (dobra kapela się zapowiada).
AiH sobie odpuściłem (ich płyty mnie raczej nie ruszają, więc zrobiłem to bez wielkiego żalu), bo po Piano Magic stwierdziłem, że nic już mnie tego dnia nie będzie mogło zadowolić, a i wprowadzili mnie w dosyć specyficzny nastrój; słyszałem tylko fragmenty iLiKETRAiNS, bo atmosferą jakoś akurat do mnie nie trafili i poszedłem na jazzową 100nkę; z Electrelane też tylko fragmenty, bo byłem na Człowieku Widmo. Żałuję, że zdążyłem jedynie na końcówkę PumaJaw, brzmieli arcyciekawie, ale coś akurat publika nieszczególnie się sprawdziła z tego, co zdążyłem zauważyć.
A terroryści z pola namiotowego zasłużyli na solidny wpierdol (ci którzy byli zrozumieją o co chodzi) ;DDD, spać człowiekowi nie dają. Wraca się po 4 z ostatniego koncertu, a tu już o 6 ktoś zaczyna się drzeć i biegać po polu i zasnąć się już nie da.
Aha, zapomniałbym - największy zawód: zdecydowanie Ścianka. Fatalny koncert, w plenerze zupełnie się nie sprawdzili, nawet taki wymiatacz jak "Wichura" nie zrobił żadnego wrażenia, a Cieślak jedynie drażnił słabiutką formą i wyciem ;/. Szkoda, bo liczyłem, że znowu powalą.

