07-04-2007, 10:55 PM
Poza tym, że Katowice to najbrzydsze miasto na świecie, było całkiem ok. Musiałem siedzieć w McDonaldzie od godziny 7 rano, i średnio co pół godziny do "knajpy" wtaczały się kolejne tabuny srogich nastolatek. Ubiór niektórych ludzi naprawdę lekko śmieszył. Co do samego koncertu - brakowało mi kilku utworów, ale przecież nie miałem nawet co marzyć o takich, jak np. "Stone Cold Bush" z Mother's Milk itp. Ale już takiego "Give It Away" czy "Under The Bridge" spodziewałem się 100 %. Ale nie było
Kiedis - faktycznie, zero kontaktu z publiką, rasowy burak i buc, nawet się nie pożegnał tylko zszedł ze sceny. I do tego nie był w specjalnie dobrej formie wokalnej. Flea, Fru i Chad jak zwykle pokazali klasę, wszystkie jamy na najwyższym poziomie. Organizacja i nagłośnienie - w porządku, chociaż czasami bas Flea górował brzmieniem nad wszystkim (ale w ogóle mam wrażenie, że zespół teraz przede wszystkim bazuje na nim).
Ogólnie takie 9/10, zachwycony nie jestem, ale też nie żałuję, że pojechałem.
Pzdr.
Kiedis - faktycznie, zero kontaktu z publiką, rasowy burak i buc, nawet się nie pożegnał tylko zszedł ze sceny. I do tego nie był w specjalnie dobrej formie wokalnej. Flea, Fru i Chad jak zwykle pokazali klasę, wszystkie jamy na najwyższym poziomie. Organizacja i nagłośnienie - w porządku, chociaż czasami bas Flea górował brzmieniem nad wszystkim (ale w ogóle mam wrażenie, że zespół teraz przede wszystkim bazuje na nim).Ogólnie takie 9/10, zachwycony nie jestem, ale też nie żałuję, że pojechałem.
Pzdr.

