10-15-2004, 09:54 PM
Eh... Nie zapominajcie, że są pewne wypadki, w których niezbędne jest odejście od normy... Czasem takie urodzone dziecko, jakby nie było, niechciane, może mieć bardzo nieprzyjemne życie. Jakiś przykład może wezmę na tapetę, żeby wszystko było jasne ;P
Załóżmy, że zostaje zgwałcona 14-letnia dziewczyna. Panikuje - wiadomo, koniec normalnego trybu życia, koniec wyjść, beztroski, zamiast tego - łączenie wychowywania własnego dziecka będąc jeszcze samą wychowywaną, ze szkołą, wstyd - bo teraz nie ukryje gwałtu, przecież wszyscy się dowiedzą, że była w ciąży, samo dziecko do brzucha jej nie wpadło... Doliczmy jeszcze przekreślenie rysujących się przed nią planów na przyszłość i cały obraz nie wygląda zbyt ciekawie, prawda?
Ale to był punkt widzenia matki. Teraz kolej na rozpatrzenie przypuszczalnego losu dziecka.
Jeżeli się urodzi, prawdopodobnie zostanie oddane do domu dziecka, chyba że ktoś zabierze je szczęśliwym trafem po urodzeniu ze szpitala. Jeśli jednak trafi do sierocińca - nie trzeba opisywać na jakie zmiany zostanie narażone. Może również zostać przy matce, bo np. zdaniem rodziców "nie wypada" oddać dziecka w inne niż matki ręce. Wątpliwe, aczkolwiek nie niemożliwe, by matka zaakceptowała i pokochała dziecko odrazu, dając mu wszystko, czego ono potrzebuje. Prawdopodobnie długo zajmie jej przyzwyczajenie się do przedwczesnego i nieplanowanego macierzyństwa, może kiedyś pokocha dziecko, ale może nigdy tego nie zrobić, bo możliwe, że będzie jej się kojarzyło z gwałtem i wszystkim, co w jego efekcie straciła.
To tak pisząc krótko...
Ogólnie jestem stanowczo przeciwna aborcji, sama nie potrafiłabym zabić, nie mogłabym, chociaż pozostawiam taką decyzję do rozrachunku każdego z własnym sumienie, w końcu nie mam parwa decydowania o czyinmś życiu...
Ale pewne sytuacje, tak jak wyżej wymieniona, poddają pod wątpliwośc pewne zasady.
Załóżmy, że zostaje zgwałcona 14-letnia dziewczyna. Panikuje - wiadomo, koniec normalnego trybu życia, koniec wyjść, beztroski, zamiast tego - łączenie wychowywania własnego dziecka będąc jeszcze samą wychowywaną, ze szkołą, wstyd - bo teraz nie ukryje gwałtu, przecież wszyscy się dowiedzą, że była w ciąży, samo dziecko do brzucha jej nie wpadło... Doliczmy jeszcze przekreślenie rysujących się przed nią planów na przyszłość i cały obraz nie wygląda zbyt ciekawie, prawda?
Ale to był punkt widzenia matki. Teraz kolej na rozpatrzenie przypuszczalnego losu dziecka.
Jeżeli się urodzi, prawdopodobnie zostanie oddane do domu dziecka, chyba że ktoś zabierze je szczęśliwym trafem po urodzeniu ze szpitala. Jeśli jednak trafi do sierocińca - nie trzeba opisywać na jakie zmiany zostanie narażone. Może również zostać przy matce, bo np. zdaniem rodziców "nie wypada" oddać dziecka w inne niż matki ręce. Wątpliwe, aczkolwiek nie niemożliwe, by matka zaakceptowała i pokochała dziecko odrazu, dając mu wszystko, czego ono potrzebuje. Prawdopodobnie długo zajmie jej przyzwyczajenie się do przedwczesnego i nieplanowanego macierzyństwa, może kiedyś pokocha dziecko, ale może nigdy tego nie zrobić, bo możliwe, że będzie jej się kojarzyło z gwałtem i wszystkim, co w jego efekcie straciła.
To tak pisząc krótko...
Ogólnie jestem stanowczo przeciwna aborcji, sama nie potrafiłabym zabić, nie mogłabym, chociaż pozostawiam taką decyzję do rozrachunku każdego z własnym sumienie, w końcu nie mam parwa decydowania o czyinmś życiu...
Ale pewne sytuacje, tak jak wyżej wymieniona, poddają pod wątpliwośc pewne zasady.
