04-28-2007, 02:46 PM
Krótko: zostałem po prostu zmasakrowany. Ponad 60-letni muzycy zagrali bardzo, bardzo energetycznie - z takim pałerem, że wiele młodych kapel metalowych by przy nich wymiękło. Hammill - poezja, forma 20-latka. Evans na bębnach nawet nie użył szczoteczek, cały czas młocił pałkami, w niektorych momentach z dynamiką pałkerów kapel metalowych. Banton a klawiszach - to dopiero jazda - facet równocześnie gra swoje kwestie klawiszowe, drugą ręką odgrywa kwestie nieobecnego saksofonisty Jacksona, a stopami na pedałach gra bass - totalny odjazd. Muzyka ? Przekrój przez płyty VDGG oraz kilka utworów solowych Hammilla. Może i zabrakło kilku oczekiwanych przeze mnie utworów, ale by usłyszeć wszystko co chciałem koncert musiałby trwać 5 godzin
Przy La Rossa i Man-Erg dosłownie niemal stanęły mi łzy w oczach - obcowanie z legendą nie zdarza się na codzień, tym bardziej że już nie często możemy na żywo ogladać muzyków którzy zaczynali jeszcze w latach 60-tych. Przeżycie artystyczne pierwszego sortu...
Przy La Rossa i Man-Erg dosłownie niemal stanęły mi łzy w oczach - obcowanie z legendą nie zdarza się na codzień, tym bardziej że już nie często możemy na żywo ogladać muzyków którzy zaczynali jeszcze w latach 60-tych. Przeżycie artystyczne pierwszego sortu...

