04-10-2007, 08:07 PM
Angel Of The Dark River to mój ulbuiony album Narzeczonej. Idealny, melancholijny, smutny, nie nudzi się. Świetne liryki Aarona i klimat. Tutaj nie brakuje growli czy przyspieszeń, jak choćby na następnej płycie. Obok Aarona pierwsze skrzypce odgrywają skrzypce Powella. Żaden keybord nie jest w stanie zastąpić tych skrzypiec, świetne motywy, które Martin wygrywa wzbogacają muzykę o pokłady melancholii (Black Voyage czy Two Winters Only) Utwory są długie, rozwleczone, ale wciągają. Nawet genialny The Cry Of Mankind, który trwa 12 minut nie pozwala się wyłączyć, mimo, że przez ostatnie 4 minuty nic się nie dzieję praktycznie, jeden motyw jest grany do końca. Z innych płyt najbardziej lubię Turn Loose The Swans, The Dreadfull Hours, Sons Of Dark, Words Of Light, A Line Of The Deathless Kings i debiucik.

