03-04-2007, 10:59 PM
![[Obrazek: 523677.jpg]](http://cover6.cduniverse.com/MuzeAudioArt/520/523677.jpg)
Mała reaktywacja topicu. Płyta Elephunk (2003) jest dość fajna i przyjemna. Od tej płyty ludzie dopiero poznali się na Black Eyed Peas. Są tam takie fajne kawałki jak Where is the love, miodzio klasyk Shut up, Let's get retarded (nie wiem skąd się wzięła wersja Let's get it started i która powstała jako pierwsza :? ) czy też Labor day.
No więc, co kopuluje odtylnie w dobry wizerunek muzyczno - estetyczny całości płyty? Kawałek Hey mama. Jest totalnie do dupy, takie typowe 50 centowe wypierdy dyskotekowe, które ponadto do niczego się nie nadają, bo przeczą samą istotą, że ten kawałek jest do bólu smutasowym śmieciem.
Tak samo chujowy jest Rap song.
Następna płytka BEP pod lupę:
![[Obrazek: 590578.jpg]](http://cover6.cduniverse.com/MuzeAudioArt/590/590578.jpg)
Każdy zna tak dobre utwory jak Don't phunk with my heart czy Don't lie (mój ulubiony, teledysk zwłaszcza. Fergie's hot biatch
). My Humps już jest troche średnie ale ujdzie.Co przyczyniło się do śmierci szatańskiego ładu tej płytki? Kawałek Pump it. Totalnie dewastuje ucho (w sensie tym negatywnym), jest popierdolony i ściągnięty z czegoś innego. Nie wiem dokładnie z czego zerżnęli pomysł, ale te dźwięki to ja kurna słyszałem w starych filmach sensacyjnych z samochodami. Teledysk też jest zdrowo pojebany, aż łeb skręca w drugą stronę. Naprawdę, takiego ścierwa dawno nie słyszałem.

