10-03-2006, 07:54 PM
a ja dorzuce jeszcze swoje kilka groszy jadu i docinek bo mnie koles wyjatkowo wnerwia:
zaloze sie, ze w szkole byl kujonem i nie mial dziewczyny, kilkanascie lat temu sluchal beksinskiego i pojac nie mogl, co widzi on w joy division, gardzi kazda muzyka poza progiem, ewentualnie jeszcze poza 'bo wypada' klasyczna i jazzem. na co drugim forum internetowym demonstruje swa wyzszosc objawiajaca sie 'iloscia lat w branzy', reszta muzyki (jesli w ogole nazywa ja 'muzyka') jest dla dzieci, albo muzycznych ignorantow, ktorych najchetniej 'po ojcowsku' odsyla do britney spears gdy neguja znaczenie 'renaissance' dla muzyki ogolem. diagnoza: mamy do czynienia z typowym twardoglowym prog-rockowym betonem, bez krztyny luzu (ach, ten protekcjonalny ton), chcacego uchodzic 'powaznego' dyskutanta nie uznajacego zadnych merytorycznych argumentow, pewnego tylko tego, ze muzyka, ktorej slucha przez kilkadziesiat lat z pokolenia na pokolenie jest najlepsza i wlasciwie nie ma nic godnego uwagi poza nia. najgorszy rodzaj sluchacza jaki znam.
zaloze sie, ze w szkole byl kujonem i nie mial dziewczyny, kilkanascie lat temu sluchal beksinskiego i pojac nie mogl, co widzi on w joy division, gardzi kazda muzyka poza progiem, ewentualnie jeszcze poza 'bo wypada' klasyczna i jazzem. na co drugim forum internetowym demonstruje swa wyzszosc objawiajaca sie 'iloscia lat w branzy', reszta muzyki (jesli w ogole nazywa ja 'muzyka') jest dla dzieci, albo muzycznych ignorantow, ktorych najchetniej 'po ojcowsku' odsyla do britney spears gdy neguja znaczenie 'renaissance' dla muzyki ogolem. diagnoza: mamy do czynienia z typowym twardoglowym prog-rockowym betonem, bez krztyny luzu (ach, ten protekcjonalny ton), chcacego uchodzic 'powaznego' dyskutanta nie uznajacego zadnych merytorycznych argumentow, pewnego tylko tego, ze muzyka, ktorej slucha przez kilkadziesiat lat z pokolenia na pokolenie jest najlepsza i wlasciwie nie ma nic godnego uwagi poza nia. najgorszy rodzaj sluchacza jaki znam.

